Pokaż wyniki od 1 do 11 z 11

Temat: Ot co znalazłem na necie, czyli: zanim kupisz przeczytaj !

  1. #1
    Użytkownik Avatar grzywka
    Zarejestrowany
    wrz 2010
    Postów
    78
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    9

    Zawstydzony Ot co znalazłem na necie, czyli: zanim kupisz przeczytaj !

    Po raz kolejny, tym razem na stronie portalu „Onet,” ktoś postanowił podzielić się z czytelnikami swoją wiedzą z dziedziny importu i handlu używanymi samochodami.
    Widząc, jak autor na łamach artykułu „******wa na giełdach samochodowych" rozprawia się z pięcioma mitami dotyczącymi sprowadzanych z zagranicy samochodów, nasunęły mi się dwie refleksje. Pierwsza taka, iż jest niemal regułą wśród, jak sądzę, zawodowych redaktorów, zabieranie głosu w sprawach, o których mają oni bardzo mizerne pojęcie oraz druga, że, od kiedy pamiętam, w naszym kraju na wszelkie możliwe sposoby zwalcza się import używanych aut. Tymczasem tenże import był i nadal jeszcze jest po prostu niezbędny. Musimy sprowadzać kilku i kilkunastoletnie pojazdy od naszych sąsiadów, gdyż w Polsce przez wszystkie dotychczasowe lata sprzedaż nowych samochodów była o wiele za niska, by kupione w krajowych salonach auta po okresie użytkowania przez pierwszego właściciela mogły zaspokoić potrzeby rynku wtórnego.
    Innymi słowy, istniała bardzo duża dysproporcja między kupującymi nowe i używane samochody. Przypuszczam, że nawet w chwili obecnej w dalszym ciągu za mało jest tych pierwszych w stosunku do drugich. Poza tym, przez wiele lat jako nowe sprzedawano w naszym kraju głównie Fiaty 125p, Polonezy oraz, w największej liczbie, coś, co zasługuje na miano samochodu tak, jak wyrzucona z okna dziesiątego piętra szafa na to, by nazwać ją szybowcem. Mam oczywiście na myśli Fiata 126p i nie pomylę się chyba, jeśli określę go jako najbardziej niebezpieczny i paliwożerny pojazd w historii powojennej motoryzacji.

    W każdym razie w związku z ubóstwem polskiego społeczeństwa w porównaniu do społeczności państw zachodnich i wynikającą z tego stosunkowo niewielką sprzedażą nowych samochodów, powstał ogromny popyt na auta używane. Mimo to każda ekipa rządząca po roku 1989, bez względu na orientację polityczną, dokładała wszelkich starań, aby uniemożliwić, albo przynajmniej znacząco utrudnić nam przywożenie pojazdów z zagranicy. Starsi internauci pamiętają z pewnością czasy samochodów rozkręcanych na części i, ze względu na zaporowe opłaty celne, wwożonych do kraju w kawałkach, albo tak beznadziejnie sformułowaną ustawę o ochronie środowiska naturalnego, że umożliwiała żołnierzom WOP zmuszanie importerów do wymontowywania wszystkich uszkodzonych części z aut powypadkowych. Pamiętamy również, jak zmniejszające się rok rocznie cło osiągnęło w końcu wartość zero i przez szczęśliwe trzy miesiące mogliśmy sprowadzać wszystko oraz zimny prysznic i kompletną blokadę zaraz potem, gdy wprowadzono 65-procentową akcyzę.

    W końcu, w maju 2004 roku zostaliśmy przyjęci w krąg państw Unii Europejskiej i nastąpiło tak długo oczekiwane otwarcie granic. Aby radość nie była zbyt wielka, pozostawiono nonsensowną akcyzę, ale teraz naliczana była od sumy widniejącej na umowie zakupu, a więc przestała mieć znaczenie, gdyż jedynym i absolutnie oczywistym efektem tak opracowanych zasad było skłonienie społeczeństwa do powszechnego ******wa, polegającego na tworzeniu fikcyjnych, absurdalnych umów. Paraliżująca głupota tego przepisu powinna przekonać ówczesnych przywódców państwowych do zatroszczenie się o to, by jego twórca nigdy w życiu nie mógł otrzymać żadnej państwowej posady.

    Skoro pozorne utrudnienie stosunkowo łatwo można było ominąć, a poza tym i tak, w myśl unijnych przepisów, było ono nielegalne, do kraju zaczęły napływać w wielkich ilościach używane zachodnie auta. I wtedy media zaczęły masowo emitować wypowiedzi rozmaitych ekspertów i specjalistów z Bożej łaski, przekonujących o szkodliwości nowego na naszym rynku samochodowym zjawiska. Rzekomo sprowadzano w większości stare graty, nie nadające się do dalszej eksploatacji, które z jednej strony zagrażały bezpieczeństwu na drogach, z drugiej wpływały na spadek sprzedaży nowych aut i psuły rodzimy przemysł samochodowy. Nikt nie zauważył jednak, że dzięki pojawieniu się „nowych piętnastoletnich Volkswagenów, Audi i BMW, zniknęły ostatecznie z naszych ulic dwudziestopięcioletnie, przerdzewiałe, powiązane drutami Fiaty 125, Polonezy i Fiaty 126, które ze względu na swoją konstrukcję nie powinny być dopuszczane do ruchu już bezpośrednio po wyprodukowaniu.

    Samochody np. z Niemiec eksploatowane są w dużo lepszych warunkach, niż te panujące u nas, ewentualnych napraw dokonuje się w zdecydowanej większości w warsztatach samochodowych, a nie na chodniku przed blokiem, natomiast aby uzyskać zgodę na dopuszczenie do ruchu, stan techniczny pojazdu musi być faktycznie zadawalający i o wiele rzadziej przymyka się tam oko na ewentualne niedociągnięcia. Należy przyznać, że w związku z tym, iż nasze władze przyzwyczaiły nas do chyba najbardziej niestabilnych przepisów prawnych na świecie, krótko po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej rzeczywiście kupowane były wszystkie możliwe auta, bez względu na wiek, przejechane kilometry i stan techniczny.

    Liczyła się wyłącznie niska cena - nikt przecież nie był w stanie przewidzieć, jak długo tym razem będzie trwała ta względna wolność importowa. W chwili obecnej, dzięki napływowi naprawdę dużej ilości samochodów, kupujący mają rozliczne możliwości wyboru. Nikt już nie zainteresuje się byle czym, dysponując taką mnogością ofert. Angażując nieco czasu i odwiedzając kilka komisów samochodowych, można w końcu znaleĽć prawie dowolne używane auto w satysfakcjonującym nas stanie i za rozsądną cenę. Można by chyba powiedzieć, że nareszcie zaistniał także w Polsce normalny wtórny rynek samochodowy.

    Zamiast docenić olbrzymie wpływy do budżetu, wynikające nie tylko z opłat rejestracyjnych ale również ze zwiększonej sprzedaży paliw, materiałów eksploatacyjnych i części zamiennych oraz powstanie sporej liczby nowych miejsc pracy w warsztatach naprawczych i wszelkich przedsiębiorstwach usługowych związanych z motoryzacją, opowiadano bzdury o stratach powstałych na skutek zmniejszonego popytu na nowe samochody, a przecież oczywistym jest, że tylko znikomy procent nabywców aut używanych zdecyduje się na zakup nowych pojazdów, jeżeli odetnie się im dopływ tych pierwszych. W takiej, miejmy nadzieję, jedynie hipotetycznej sytuacji, większość powróciłaby do starej praktyki kolejnych reanimacji rozsypujących się gruchotów.

    Kiedy wydawało się, że wreszcie ucichły takie bezmyślne wypowiedzi, na stronie portalu Onet opublikował swój tekst kolejny znawca tematu. Nie można odmówić mu racji w niektórych zagadnieniach, mimo to wykazał się kiepską ogólną znajomością zagadnienia.

    Dla nikogo chyba nie jest tajemnicą, że zmniejszanie wskazań liczników kilometrów to powszechna praktyka, a kierowanie się przy zakupie liczbą na wyświetlaczu może świadczyć o naiwności kupującego. Prawdą jest, że w polskim autoryzowanym serwisie można sprawdzić faktyczny stan licznika ale tylko wtedy, gdy w kraju pochodzenia samochód był serwisowany właśnie w takim serwisie. Poza tym już od dłuższego czasu polskie serwisy nie chcą udzielać takich informacji, no i, ostatecznie proszę się zastanowić, jaką wartość ma dla kupującego świadomość, iż jego nabyte już auto przejechało dwa razy więcej kilometrów niż pierwotnie sądził?

    W następnym akapicie autor wykazuje się kompletną ignorancją, zarzucając małym prywatnym importerom kłamliwe według niego twierdzenie o znajomościach wśród zagranicznych sprzedawców. Praca polskich handlarzy w większości przypadków polega na częstym i systematycznym odwiedzaniu wybranych salonów samochodowych. Będąc regularnymi gośćmi u swoich zachodnich kolegów, uzyskują oni informacje o ewentualnych używanych samochodach, które zostaną przyjęte przez tenże salon w rozliczeniu przy zakupie przez klienta nowego pojazdu. W związku z mnogością postępujących według tej reguły polskich kupców, przypadkowy nabywca nie ma szans na „złowienie" korzystnej oferty. Można więc powiedzieć, że stosowanie przytoczonego przez autora sloganu „mam dojścia" jest ze wszech miar uzasadnione.

    Podpisywane bezpośrednio z zagranicznym właścicielem umowy kupna-sprzedaży, według słów redaktora Onetu, „wylansowane" kilkanaście miesięcy temu, funkcjonują od pierwszych dni polskiego członkostwa w unii i tylko w pewnym sensie są ucieczką przed urzędem skarbowym. W wyniku obowiązywania bezsensownie wysokiej akcyzy (początkowo 65%, obecnie 13,6% na samochody z silnikiem o pojemności powyżej 2000 cm3) taka procedura stała się koniecznością. Gdyby handlarz, zaniżający cenę na zagranicznej fakturze zakupu, sprzedawał następnie samochód polskiemu nabywcy, uzyskiwałby teoretycznie olbrzymi dochód, obciążony podatkiem, przekraczającym faktycznie uzyskany zarobek. Gdyby nie zaniżał faktury zakupu, zapłaciłby akcyzę na tyle wysoką, że uniemożliwiałaby ona wypracowanie zysku. Wniosek - aby zarabiać na handlu używanymi samochodami, trzeba oszukiwać.

    Ostatni fragment artykułu to symfonia niewiedzy i zasłyszanych niesprawdzonych informacji. To naturalne, że nasi rodzimi handlarze nie kupują aut przygotowanych dla zachodnich klientów - ich ceny są wszak obarczone kosztami tegoż przygotowania, zarobkiem zachodniego sprzedawcy oraz kosztami ewentualnych świadczeń gwarancyjnych. Nikt też z indywidualnych polskich nabywców nie spojrzy za granicą na samochody kupowane przez handlarzy, ale przyczyną nie jest ich opłakany stan, jak twierdzi autor, lecz to, że znikają one w kilka minut po pojawieniu się. Trzeba o nie zabiegać, trzymać rękę na pulsie i być najszybszym kupcem.

    Nie chciałbym, aby mój tekst został potraktowany jako list pochwalny dla grupy ludzi parających się sprzedażą używanych samochodów. Wiem, że wielu z nich często postępuje nieuczciwie. Mam jednak nadzieję, że udało mi się nieco przybliżyć realia ich działalności i opisać trudności, jakie napotykają. Dlatego też zamiast obliczać wysokość zysków innych osób, jak zasugerował to autor „******w na giełdach samochodowych", proponuję przed zakupem dokładnie obejrzeć interesujące nas auto, ocenić stopień zużycia tapicerki, kierownicy, *****ów, jakość pracy silnika, przysłuchać się skrzyni biegów i przekładni głównej i dopiero na samym końcu, traktując wyłącznie jako informację dodatkową, spojrzeć na stan licznika kilometrów.

    Tekst z portalu Interia (autor: paqpoint)
    Jakie auto,taki syn.....
    Aby zobaczyć obrazy w stopce musisz mieć 1 lub więcej postów. Obecnie napisałeś 0 postów.

  2. #2
    Banowany
    Zarejestrowany
    paź 2010
    Skąd
    Engelbert Strauss
    Postów
    1,228
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    0

    Domyślnie

    OK, bardzo duzo prawdy.

    Tylko autor nie wspomina o tym, ze takich importerow majacych uklady na salonach samochodowych jest marny odsetek w stosunku do tzw. dzidziusiow. Tym okresleniem nazywam lebkow, ktorzy po 2004 roku wyczuli latwy zarobek, pokupowali jakies stare busy i lawety niewiadow i ruszyli na zachod. Bez zasad, bez kultury, bez znajomosci jezyka szybko dotarli tam gdzie chcieli - na zachwaszczone placyki w Berlinie, na pooddzielane brudnymi barierkami place w Hamburgu, na gielde w Utrechcie gdzie Polacy spia sikaja i chleja cala noc aby rano o 6 juz dopasc sie do trupow powystawianych przez sprytnych Turkow, potrafiac pobic sie o co atrakcyjniejsze Tdi-ki itp. Stalismy sie smietnikiem motoryzacyjnym Europy, takiego syfu nie sciagaja Wegrzy, Rumuni, Slowacy, nawet wbrew obiegowym opiniom Litwini. Polski super importer z ukladami to najczesciej spocona swinia w dresie, jezdzaca co czwartek w te same miejsca w Norymberdze, gdzie Ali czy inny Sergej jest jego najlepszym kumplem po wcisnieciu kartonu polskich fajek czy zubrowki. Szybkie lakierowanie, pranie, polerka, idiotyczny wciaz dzialajacy jak lep na muchy opis w ogloszeniu, koniuktura sie nakreca.


    Przez lata - jak slusznie podkresla autor - polski import aut byl sztucznie blokowany, w 2002 zniesiono bariery celne zgodnie z wytycznymi UE, za to po 2 i pol miesiaca dolozyli 65 proc akcyze od wartosci rynkowej. Bylem swiecie przekonany, ze po wejsciu do Unii skonczy sie sprowadzanie aut uszkodzonych , powypadkowych, popowodziowych - tylko to bylo oplacalne, oczywiscie pod warunkiem dolozenia Wopiscie w kieszen (laweta na 3 auta 1800 zl, stara stawka na Jedrzychowicach), bo przestaniemy byc skazani na zlom albo na Caro z fabryki (tez zlom). Jak jest - kazdy widzi.

  3. #3
    Starszy użytkownik Avatar Pilsener
    Zarejestrowany
    cze 2011
    Postów
    536
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    9

    Domyślnie

    Oszukiwanie rządu to sprawa pomiędzy handlarzem a rządem, ale oszukiwanie klientów to sprawa pomiędzy klientem a handlarzem - ile osób kupiłoby auto wiedząc, że nie gwarantuje ono bezpieczeństwa nawet w przypadku lekkiej stłuczki? Ile osób zdaje sobie sprawę z tego, że w samochodzie w którym przewidziana jest poduszka kierownica nie jest już wykonana z miękkich materiałów (jak w samochodach bez poduszek, bo taki był wymóg bezpieczeństwa) i wyrżnięcie łbem w taką kierownicę, której poduszka już dawno została wystrzelona może skończyć się tragicznie nawet przy prędkości rzędu 30 km na godzinę? Powszechność takich praktyk ich wcale nie legalizuje! Co mnie obchodzi, że każdy tak robi?

    Rolą rządu i systemu prawnego powinno być zapewnienie obywatelom infrastruktury i bezpieczeństwa - przecież nie po to wymyślono jakieś normy bezpieczeństwa czy standardy prawne, by ktoś sobie robił z tego jaja, ja rozumiem, że ktoś może się nie znać albo chcieć taką padaką jeździć, dlatego powszechną praktyką jest narzucanie standardów bezpieczeństwa i nie wiem czemu jeśli chodzi o motoryzację to polski rząd ogranicza się jedynie do nakładania podatków mając całkowicie w d... całą resztę, dlaczego rządowi przeszkadza jakaś chińska zabawka czy czosnek GMO a motoryzacyjne dno jakim jest nasz kraj każdy toleruje? Za mało osób jeszcze ginie na drogach, zbyt mało osób kupiło kombiaka w TDIku od dziadka z Niemiec z ujemnym przebiegiem? Przecież każdy ma głęboko nawet już istniejące przepisy! Handlarze drwią sobie z nich bo za nimi stoi państwo polskie ze swoją nieudolnością i niewydolnością.

    Za niezgodność towaru z opisem czy narażenie zdrowia klienta beknął nawet makdaglas za podanie kubka kawy, w końcu bekną i handlarze a z dróg znikną pospawane trupy z powystrzelanymi poduszkami i pasami. Pytanie tylko - kiedy? Jak długo jeszcze będziemy dzikim krajem gdzie jeden drugiego niemal dowolnie dyma począwszy od najwyższych władz a skończywszy na Heniu co "igły" tworzy?

  4. #4
    Banowany
    Zarejestrowany
    paź 2010
    Skąd
    Engelbert Strauss
    Postów
    1,228
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    0

    Domyślnie

    Szczerze? W duzej mierze wystarczylaby z powrotem bramka na granicy. Wbicie w brief daty przekroczenia, 14 dni na zaplate akcyzy z waznym przegladem technicznym, dane kierowcy w system. Malo kto zdazylby doprowadzic w 2 tyg rozpieprzenca do jako takiego stanu gwarantujacego otrzymanie przegladu technicznego. Do tego zniknelaby szara strefa handlujaca na umowe z Niemcem.

    Niestety pewnie u nas w byloby to wypaczone przez korupcje.

  5. #5
    Starszy użytkownik Avatar kamasoni
    Zarejestrowany
    kwi 2011
    Skąd
    Poznań
    Postów
    333
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    9

    Domyślnie

    a koledzy może wiecie z praktyki co się dzieje z samochodami z wypożyczalni takich jak SIXT, Hertz. Te samochody mają małe przeloty, po około 20000 km są wymieniane - one trafiają do dealorów czy są wyłapywane przez ruskich i turczynów?

  6. #6
    Starszy użytkownik
    Zarejestrowany
    wrz 2010
    Skąd
    Szczecin
    Postów
    587
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    10

    Domyślnie

    Takie auta w większości trafiają znowu do dealerów, sprowadzałem kilka dni temu na zamówienie jednej z kancelarii adwokackich w Audi A6 z 2010r które panowie sobie wybrali u jednego z dealerów Audi w Niemczech, okazało się że zarówno ten jak i wiele innych egzemplarzy oferowanych przez tego dealera są autami po wypożyczalni.
    Auto miało przebieg 17 000 km naturalnie wyglądało praktycznie jak nowe.

  7. #7
    Banowany
    Zarejestrowany
    lut 2011
    Skąd
    Łódź
    Postów
    1,709
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    0

    Domyślnie

    Cytat Napisał unfaller Zobacz post
    OK, bardzo duzo prawdy.

    Tylko autor nie wspomina o tym, ze takich importerow majacych uklady na salonach samochodowych jest marny odsetek w stosunku do tzw. dzidziusiow. Tym okresleniem nazywam lebkow, ktorzy po 2004 roku wyczuli latwy zarobek, pokupowali jakies stare busy i lawety niewiadow i ruszyli na zachod. Bez zasad, bez kultury, bez znajomosci jezyka szybko dotarli tam gdzie chcieli - na zachwaszczone placyki w Berlinie, na pooddzielane brudnymi barierkami place w Hamburgu, na gielde w Utrechcie gdzie Polacy spia sikaja i chleja cala noc aby rano o 6 juz dopasc sie do trupow powystawianych przez sprytnych Turkow, potrafiac pobic sie o co atrakcyjniejsze Tdi-ki itp. Stalismy sie smietnikiem motoryzacyjnym Europy, takiego syfu nie sciagaja Wegrzy, Rumuni, Slowacy, nawet wbrew obiegowym opiniom Litwini. Polski super importer z ukladami to najczesciej spocona swinia w dresie, jezdzaca co czwartek w te same miejsca w Norymberdze, gdzie Ali czy inny Sergej jest jego najlepszym kumplem po wcisnieciu kartonu polskich fajek czy zubrowki. Szybkie lakierowanie, pranie, polerka, idiotyczny wciaz dzialajacy jak lep na muchy opis w ogloszeniu, koniuktura sie nakreca.


    Przez lata - jak slusznie podkresla autor - polski import aut byl sztucznie blokowany, w 2002 zniesiono bariery celne zgodnie z wytycznymi UE, za to po 2 i pol miesiaca dolozyli 65 proc akcyze od wartosci rynkowej. Bylem swiecie przekonany, ze po wejsciu do Unii skonczy sie sprowadzanie aut uszkodzonych , powypadkowych, popowodziowych - tylko to bylo oplacalne, oczywiscie pod warunkiem dolozenia Wopiscie w kieszen (laweta na 3 auta 1800 zl, stara stawka na Jedrzychowicach), bo przestaniemy byc skazani na zlom albo na Caro z fabryki (tez zlom). Jak jest - kazdy widzi.

    Z rokiem wejścia Polski do Unii i "otwarciem" granic jak sam stwierdziłeś wielu handlarzy przybyło ale wielu też ubyło...
    Co najmniej kilku moich kolegów zajmujących się samochodami pokroju Tico,matiza nie wytrzymało konkurencji. Ludzie szerokim łukiem omijali ich z reguły młode i zadbane fury skoro za te pieniądze mogli kupić Golfa TDI prosto z Rajchu. Klienci typu:Pan po 60 szukający ekonomicznego autka do jazdy na działkę trafiali się na tyle rzadko,że wyżej wymienieni umarli śmiercią naturalną. Nie każdy miał siłę odpowiedni kapitał i zaplecze logistyczne,żeby jechać do Niemiec,a największą barierą był język z którego opanowaniem do dziś nie poradziło sobie 70% "dzidziusiów" - fajnie wymyślone.
    Wystarczyło wjechać na pierwszy lepszy plac i już wyjeżdżałeś co najmniej dwiema "okazjami" Dziś dzięki temu w co drugim domu na wsi stoją co najmniej po 2-3 auta z wielką tekturą na przedniej szybie - SPRZEDAM

  8. #8
    Nowicjusz
    Zarejestrowany
    mar 2012
    Skąd
    świętokrzyskie
    Postów
    2
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    0

    Domyślnie

    Szczerze powiem, że tych bredni wszystkich bredni na temat kręcenia liczników nie da się czytać. I do tego polska klientela oczekuje, że będzie w tej materii oszukiwana, bo dziwnym trafem przywiązuje zbyt dużą wagę do przebiegu. Niestety skoro handlarz oszukuje na przebiegu, to traci u mnie w handlu rzecz najważniejszą, czyli zaufanie. A ja mam mu jeszcze za to dziękować, bo rozwinął polską gospodarkę w dziedzinie obrotu częściami i stworzył miejsca pracy dla kilku spawaczy samochodów z ćwiartek.
    W głowie się nie mieści.
    Ostatnio spotkałem takiego jednego, który wciskał mi kit na temat jakiegoś Niemca użytkującego auto służbowe, cytuję: "Ten Niemiec, wiesz, kombinował z przebiegiem służbowego auta. Podawał w serwisie wyższe przebiegi, żeby jego szef myślał, że jeździ do pracy, a on w domu siedział, hehe", koniec cytatu. Niemiec kombinował? Przecież w ich języku nie ma nawet takiego słowa.
    Nóż się w kieszeni otwiera.
    Trzymajcie się Kupowacze używek i nie dajcie się. Sprawdzajcie tych gamoni.
    Pozdrawiam

  9. #9
    Starszy użytkownik
    Zarejestrowany
    lut 2012
    Postów
    497
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    8

    Domyślnie

    Cytat Napisał HandlowiecNieHandlarz Zobacz post
    Ostatnio spotkałem takiego jednego, który wciskał mi kit na temat jakiegoś Niemca użytkującego auto służbowe, cytuję: "Ten Niemiec, wiesz, kombinował z przebiegiem służbowego auta. Podawał w serwisie wyższe przebiegi, żeby jego szef myślał, że jeździ do pracy, a on w domu siedział, hehe", koniec cytatu.
    Pozdrawiam
    Normalnie Tolkien, King i Sapkowski razem wzięci się chowają, takie fantasy nasi handlarze tworzą
    Najgorsze jest to, że prawdopodobnie ktoś w to uwierzy i takie autko kupi.

  10. #10
    Starszy użytkownik Avatar Andrebar
    Zarejestrowany
    wrz 2010
    Skąd
    Łódź - Heidelberg
    Postów
    5,013
    Podziękowano: 25
    Siła Reputacji
    15

    Domyślnie

    To jest kiepski tekst handlarski z życia i krętów w POmrocznej zaadoptowany na potrzeby "wytłumaczenia" historii przebiegu auta niemieckiego ......z resztą nie tylko niemieckiej firmówki
    A w sumie to i archaiczny bo stosowany w ubiegłym Wieku .....na pewno nie w dzisiejszej dobie GPS-u czy tel.kom.
    Człowiek mądrzeje z wiekiem....szkoda tylko że z wiekiem od trumny

  11. #11
    Banowany
    Zarejestrowany
    mar 2012
    Postów
    939
    Podziękowano: 0
    Siła Reputacji
    0

    Domyślnie

    na onecie kiedys byl tez artykul na temat sprowadzanych. Polacy chca miec mniejszy przebieg i taka jest prawda. Teraz juz nie bawia sie w auto kosmetyke tylko biore myjke cisnieniowa, wyciagaja wszystko, myja, susza i wkladaja spowrotem.

Tagi dla tego tematu

Zakładka

Zakładka

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  
UFG Na wypadek Commodo seal